O 6 rano pociągiem ruszyliśmy, na przesiadkę długo czekaliśmy, ale uśmiechu do końca nie zgubiliśmy.
Pierwszego dnia rzeka była kręta, deszcz się powoli chował, a Panią Furmanską dzik... zaskoczył.
Muzeum Partyzantów Polskich w Osuchach zwiedziliśmy, broń w rękach potrzymaliśmy i z powrotem na kajaki prędko się udaliśmy.
Po 26 kilomerach pole namiotowe w końcu ujrzeliśmy i do ogniska wszyscy razem usiedliśmy
Ogień się tli, na dworze 30 stopni, a zimny prysznic nam się śni. Brak zakrętów, płytka woda, ale uwaga - na horyzoncie kłoda!
Prowiantu dużo dostaliśmy, pełno mostów naliczyliśmy, ale do Warszawy zawijać musieliśmy.
W niecodziennym składzie, ale poradziliśmy sobie dzięki Pana Adama radzie
Trzeci spływ minął za szybko…
Kłaniamy się w pas i bardzo dziękujemy za wspaniały czas.
Nela i Kaja - Żmichokajaki 2024-2026